Wczoraj byłam na targu... gwar, kolor, mnóstwo ludzi, mnóstwo różnych sytuacji,
w tle słychać: "Dzień dobry!", "Cześć!", "ile to?", "najlepsze"
...w myślach byłam już w domu i robiłam zdjęcia :P
...aż tu nagle, wyrasta przede mną pan z dwoma flakonikami perfum w ręku
i zachwala zapachy. Ja do niego: Nie, dziękuję!
"To chociaż na szczęście! Amor Amor!" (jakkolwiek to brzmi :D) - odparł.
Zaskoczył mnie :D - odsłoniłam nadgarstek i lekka mgiełka osiadła na nim...
Niestety, zapach nie należał do moich ulubionych :(
Wolę obłędny zapach konwalii, które właśnie zaczynają kwitnąć :)