W poniedziałek odbyła się sesja zdjęciowa. Moje dziewczyny zabrały się do roboty i stworzyły cztery różne stylizacje. Wianki najlepiej zaprezentować na modelce. Wtedy doskonale widać jak układają się na głowie. Niestety, nie zawsze mam taką możliwość. Jak już się udało, działałam pełną parą. Kilka dobrych godzin upłynęło nie wiadomo kiedy...
Pogrzebałam trochę w domowych zakamarkach i znalazłam parę gadżetów ze szkolnych lat. Pewnie gdybym miała trochę więcej czasu znalazłabym ich jeszcze więcej. Gdzieś śmignęło mi kiedyś pudełko kredek z misiem, ale niestety... Zosia była u mnie w tym roku tylko tydzień. Pod koniec pobytu wpadłam na pomysł takiej uczniowskiej sesji z lat 80. Granatowy fartuch z przypinanym kołnierzykiem pasował na nią jak ulał. Do tego elementarz Falskiego, gumka myszka, stary ołówek, niebieski zeszyt z Kluczewskich Zakładów Papierniczych przywieziony prosto z fabryki (kilka moich ciotek tam pracowało i na brak zeszytów nigdy nie mogłam narzekać ;)), jabłka i buła zawinięta w papier śniadaniowy. W całej aranżacji pomogła mi moja córka - uczesała Zośkę w dwa warkocze, a ja pomyślałam, że nie może zabraknąć czerwonych kokard. Znalazła się nawet plakietka wzorowy uczeń. Trochę obawiałam się, czy Zosia będzie chciała wziąć udział w całym przedsięwzięciu, ale obyło się bez buntowniczych reakcji. Pozwoliłam Jej zachowywać się swobodnie, bo uśmiech na żądanie nie zawsze wychodził. Niestety nie wszystko było idealne - niektóre kadry są mało ostre, ale to już wina mojego archiwalnego sprzętu. Pomysłów i możliwości plenerowych mam mnóstwo! Mam nadzieję, że uda mi się stopniowo wprowadzać je w życie, bo sprawia mi to ogromną frajdę!